Kategorie
Artykuły

Akceptacja – fakty i mity.

4 min

Akceptacja – fakty i mity.

Mówią: odpuść, pogódź się z tym, po prostu zaakceptuj, że jest tak, a nie inaczej.

Okej. Tylko jak?

  • Jak zaakceptować, że ktoś mnie zdradził?
  • Że nigdy nie odzyskam zdrowia?
  • Że ktoś mnie zwolnił?
  • Że się starzeję?
  • Że nie będę mieć dzieci?
  • Że jestem sam/a?
  • Że umarł ktoś mi bliski?
  • Że ktoś mnie zostawił?
  • Że ktoś celowo utrudnia mi życie?

Jak, na Boga, zaakceptować swoje błędy, głupie decyzje i brzemienne w skutkach wybory…?!

Przecież akceptacja jest tożsama z biernością, słabością, bezradnością i daniem swojego przyzwolenia na to, że spotkało nas to, co nas spotkało. Jest niczym wymuszony uśmiech, który przyklejamy do twarzy, choć pod spodem wszystko w nas protestuje i krzyczy.   

Poza tym, czy nie jest też trochę tak, że akceptując to, z czym mamy problem, zwracamy się przeciwko sobie? Umniejszamy swój ból? Bagatelizujemy poniesioną stratę? Lub stajemy nielojalni wobec tych, którzy cierpią, albo tych którzy odeszli?

Dla wielu z nas akceptacja jest tożsama z rezygnacją, kapitulacją, daniem za wygraną, poddaniem się (ang. giving up). Nic bardziej mylnego!

Akceptacja to po prostu: „NIESTAWIANIE OPORU TEMU, CO I TAK JUŻ JEST, TAKIE JAKIE JEST” (Eckhart Tolle).

Przy czym, niestawianie oporu nie oznacza, że obojętnieje nam to, co się wydarzyło. Brak oporu oznacza jedynie, że PRZESTAJEMY WYTRACAĆ CENNĄ ENERGIĘ na walkę z tym, czego I TAK NIE MOŻEMY ZMIENIĆ.

Bo jest, jak jest.

Zauważmy, że opieranie się temu, co i tak już jest, takie jakie jest, jedynie POTĘGUJE nasze CIERPIENIE. Po pierwsze dlatego, że próbujemy dokonać rzeczy niemożliwych (np.: odwrócić bieg zdarzeń, wymusić jakiś konkretny efekt, sprawić, by coś lub ktoś zniknął, zmienił się, dał nam coś, czego pragniemy). A po drugie dlatego, że wbija nas w TRYB OFIARY. A w tym trybie zadajemy sobie pytania, na które NIE MA ODPOWIEDZI:

  • „Dlaczego ja?”
  • „Po co mi to było?”
  • „Dlaczego nie zrobił/a inaczej?”
  • „Dlaczego trafiło akurat na nią/na niego/na mnie”?
  • „Po co tam jechał/a?”
  • „Czemu tego nie przewidziałam/em?”
  • „Dlaczego nie zrobiłam/em więcej?”
  • Itp., itd.

Czasu – niestety – nie da się odwrócić, tak jak nie da się odczynić przeszłości. Katowanie się myślami w stylu „co by było gdyby…”, albo „gdyby tylko…”, albo „mogłam była inaczej…”, nic nie wnosi. Strąca nas jedynie na dno rozpaczy, wzmacnia bezsilność, wzmaga gniew i wypala od środka. No i odwraca od tego, co faktycznie CZUJEMY. Najczęściej od SMUTKU.

To prawda, że zmierzenie się z bólem wymaga odwagi i czasu, a opór nam ten czas generuje. Jest to NATURALNA REAKCJA OBRONNA, która chroni nas przed uznaniem tego, czego jeszcze nie jesteśmy gotowi przyjąć. Ale trzeba być uważnym, by czas adaptacji nie przerodził się w systematyczne i konsekwentne wypieranie tego, co i tak już jest, takie jakie jest.

Bo jest, jak jest.

Dlatego zamiast oglądać się za siebie i wściekać, że jest inaczej niż byśmy chcieli, warto skontaktować się z tym, co w związku z tym czujemy. I to poczuć.

Bo każdy ból, każda strata, chcą zostać zauważone, dopuszczone, uznane i opłakane. A zauważone, dopuszczone, uznane i opłakane przekształcają się w przeżycia, które zostają zintegrowane z naszym całościowym życiowym doświadczeniem i stają częścią naszej historii.

No i wtedy możemy ruszyć naprzód. Ruch ten umożliwia nam jedno, krótkie pytanie: „CO TERAZ?”. Piękno tego pytania polega na tym, że posiada WIELE ODPOWIEDZI. Więcej niż nam się wydaje.

Tylko trzeba zrobić na nie miejsce. W swoim tempie. W swoim czasie.

Więcej na temat godzenia się ze stratą – tutaj: „Jak opłakać ból po stracie i okryć się ciepłym szalem samowspółczucia” . O wchodzeniu i wychodzeniu z trybu ofiary – tutaj: „Ofiara – więzień przeszłości”.

Przeczytaj także

Poczucie winy - niebezpieczna toksyna.
Ciało - niewdzięczny kompan, wyrodny zdrajca czy wierny towarzysz aż po grób? (+ AUDIO)
Którędy po wellbeing?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *