Kategorie
Artykuły

Nastawienie ma znaczenie.

5 min

Nastawienie ma znaczenie.

Od dawna fascynuje mnie pewien fenomen. Nie wiem czy też to zauważyliście, ale jak mamy znikomą szansę (załóżmy 5 procent) na to, aby coś w naszym życiu poszło nie tak – zaledwie 5 procent! – to tak się zazwyczaj układa, że coś faktycznie idzie nie tak. Natomiast kiedy mamy 5 procent szans na to, by coś poszło dobrze, to co? Zazwyczaj nam się nie udaje! Czego to kwestia? Przecież i ryzyko i prawdopodobieństwo w obu przypadkach są identyczne! A jednak w życiu częściej urzeczywistniają się te negatywne scenariusze… Dlaczego?

Może dlatego, że bardziej w nie wierzymy?

Mówią, że nasze myśli mają moc sprawczą i kreują rzeczywistość w której żyjemy. Jeśli myślimy pozytywnie i całym sobą, ponad wszelką wątpliwość, wierzymy, że nasz plan, marzenie czy pragnienie się urzeczywistni, to tak się stanie. Podobnie w drugą stronę – jeśli damy przejąć stery naszym lękom i obawom, to… umarł w butach. I nawet Święty Boże nie pomoże. Bo energia podąża za uwagą i wzmacniamy to, co nią zasilamy. Może.

Ale, czy takie rozumowanie nie jest jednak troszeczkę na wyrost? Przecież gdybyśmy mieli aż taką moc sprawczą, to każdy z nas już dawno wykreowałby dla siebie życie o jakim marzy! Tymczasem rodzimy się w określonych czasach, domach, rodzinach, środowiskach, społecznościach, kulturach i ciałach. Posiadamy takie, a nie inne, zasoby, zdolności, możliwości i uwarunkowania – zarówno genetyczne, jak i środowiskowe.

Daleko nie trzeba szukać. Wystarczy cofnąć się pamięcią do szkoły. Gdy mieliśmy mierne oceny z matematyki czy z polskiego, a bardzo dobre z plastyki czy z angielskiego, to na co szły pieniądze i energia korepetytorów? Na stymulowanie rozwoju w tym, w czym byliśmy świetni, czy raczej na wyciąganie dołów? Przynajmniej na trójkę?

Taka bezrefleksyjna koncentracja na negatywnych aspektach naszego funkcjonowania, to nie wina naszych rodziców, opiekunów, nauczycieli czy społeczeństwa. To nawet nie kwestia naszej kultury. Negatywne nastawienie – własnymi zgrabiałymi palcami – zaprogramowała w nas EWOLUCJA.

Musimy zdawać sobie sprawę, że kiedy lataliśmy jeszcze boso po dżungli, za każdym niemal krzakiem czyhało na nas niebezpieczeństwo. Począwszy od trujących jagód i grzybów, przez jadowite żmije i pająki, aż po krwiożercze, mięsożerne bestie. Aby zapewnić sobie przetrwanie – w tych średnio sprzyjających warunkach – mózg człowieka wyewoluował tak, by wychwytywać z otoczenia przede wszystkim NEGATYWNE BODŹCE. Takie nastawienie GWARANTOWAŁO nam bowiem PRZEŻYCIE.

Istniały tylko dwa rodzaje błędów, które w toku ewolucji mogli popełnić nasi przodkowie:

  1. mogli założyć, że w krzakach czai się tygrys, choć go tam nie było lub
  2. mogli założyć, że tygrysa nie ma, choć w rzeczywistości był.

Założenie numer jeden zwiększało szanse na przeżycie. Założenie numer dwa kończyło się tragicznie (Rick Hanson, „Szczęśliwy mózg”).

Na bazie tych doświadczeń, nasi przodkowie wbili sobie w neuronalne zwoje swoich prężnie rozwijających się umysłów ważną lekcję: lepiej tysiąc razy przeszacować ryzyko, niż raz go niedoszacować i skończyć jako obiad w paszczy drapieżnika.

W ten oto sposób, nawykowe negatywne nastawienie weszło nam nie tylko w mózgi, ale i W KREW.

To dlatego wolimy przygotowywać się na najgorsze, niż liczyć na szczęśliwy obrót wypadków.

To dlatego wolimy miło się zaskoczyć, niż niemile rozczarować.

I to właśnie dlatego tak trudno nam odpuścić kontrolę i zaufać, że życie „chce dla nas dobrze”. Nie po tym, co wydarzyło się w dżungli!

No, ale coś za coś. Okazuje się bowiem, że mimo, iż negatywne nastawienie faktycznie umożliwiło nam przetrwanie, to jednak życie się do niego nie ogranicza. Tym, co zasila nasz psychiczny dobrostan, co nas odżywia, dodaje mocy, rozpala ciekawość, rozbudza chęć eksperymentowania, wyzwala kreatywność, daje fun, nadaje życiu sens i CZYNI CUDA jest POZYTYWNE NASTAWIENIE. I to jest POTWIERDZONE NAUKOWO. (Zachęcam do zapoznania się z badaniami Barbary Fredrickson).

Zasilając umysł pozytywnymi myślami, wywołujemy przyjemne emocje, a co za tym idzie, przyjemne doznania w ciele. A pozytywne odczucia w ciele uruchamiają w nas UZDRAWIAJĄCE PROCESY, które wzmacniają naszą fizyczną i psychiczną odporność.

Co zrobić, żeby pozytywne nastawienie równie mocno weszło nam w krew?

Wystarczy odrobina uważności. Aby przekształcić pozytywne doświadczenie, w zmagazynowaną w pamięci STRUKTURĘ NEURONALNĄ, wystarczy zatrzymać myśl na pozytywnym doświadczeniu na co najmniej kilka sekund (im dłużej, tym lepiej) i ABSORBOWAĆ wszystkie wrażenia, które docierają do nas za pośrednictwem ZMYSŁÓW. W ten prosty sposób „instalujemy” pozytywne doświadczenia w swoich mózgach. Rick Hanson nazywa to „chłonięciem dobra”. Więcej o metodzie i płynących z niej korzyściach można przeczytać w książkach jego autorstwa – Szczęśliwy mózg  oraz Rezyliencja.

Have fun!

Przeczytaj także

Nie taki stres straszny, by się w nim utopić.
Uważne książkowanie, czyli dla każdego coś miłego.
Dar.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *