Kategorie
Artykuły

Posępny nastrój. Jak z nim być?

3 min

Posępny nastrój. Jak z nim być?

Nie wiem czy to kwestia braku słońca, zimna, krótkich dni, hormonów, nieprzepracowanych tematów z przeszłości, wyzwań czy kumulacji różnych spraw organizacyjnych, które mam do wykonania, ale ostatnio przykleił się do mnie Posępny Nastrój.

Znacie gościa? Nie dość, że jest wyjątkowo ciężki i ponury, to jeszcze wszystko nieustannie utrudnia. Każdą najmniejszą rzecz.

jego towarzystwie, każda czynność, każdy ruch, każda decyzja, każde przedsięwzięcie wydaje się niemożliwe, trudne i nie do zrobienia. Entuzjazmu brak. Radości brak. Weny brak. Energii brak.

Najgorsze jest to, że Posępny ma mocną siłę rażenia. Nie da się go zatrzymać w środku, z dala od ludzi. Wylewa się na zewnątrz i zatruwa tych, którzy znajdą się w zasięgu…

Zapytasz z przekąsem: „A co z tymi wszystkimi treningami, terapiami, książkami, kursami, mądrościami? Co – nie działa…?!”

Cóż, wychodzi na to, że Posępny nie ma względu na osoby i nie patrzy na liczbę przeczytanych książek, posiadane certyfikaty i odbyte szkolenia. Po prostu wpada z wizytą, rozsiada się i… siedzi. Tyle, ile ma ochotę. Pozostaje głuchy na prośby, groźby i utyskiwania. Jedyne co pozostaje, to nauczyć się jakoś z nim funkcjonować.

Nie jest to ani proste, ani przyjemne – jak mówię, człowiek najchętniej by się go pozbył (bo kto lubi obcować z dyskomfortem) – ale jest na niego kilka trików, które – przynajmniej mnie – się sprawdzają.

Kiedy Posępny „zaszczyca” mnie swoim wątpliwym towarzystwem, od razu przywołuję do świadomości słowa Eckharta Tolle:

NIE STAWIAJ OPORU TEMU, CO I TAK JUŻ JEST TAKIE, JAKIE JEST. Skoro jest jak jest i nie chce być inaczej, to protesty na nic się zdadzą. Zamiast odwracać wzrok, wytracać cenną energię na walkę z tym, czego i tak nie da się zmienić, pozwól temu być.

I to jest właśnie moment, w którym kojąco – o dziwo! – wpływa na mnie myśl o… nietrwałości, kruchości, ulotności i przemijalności wszelkich zjawisk. Serio. No bo skoro NIC NIE TRWA WIECZNIE, to i ten paskudny, ponury stan też MUSI BYĆ PRZEJŚCIOWY. No tak, czy nie? Mając to na uwadze, z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem powtarzam więc sobie jak mantrę:

„TO MINIE”. I to też pomaga.

Kolejną rzeczą, która mi się sprawdza, to świadomość, że nie ja jedyna znajduję się pod wpływem Posępnego. Dopuszczam w myślach (dość wysokie) prawdopodobieństwo, że nawet w tej konkretniej chwili, jakiś inny mieszkaniec kuli ziemskiej może czuć się podobnie.

I wcale nie chodzi o to, że pocieszam się cudzym nieszczęściem. Po prostu myśl, że NIE JA JEDYNA przechodzę przez trudny czas, działa na mnie KOJĄCO. Sprawia, że nie czuję się dziwadłem, odszczepieńcem, niewdzięcznikiem, nieudacznikiem czy rozpieszczoną królewną.

Te przykre epitety sprowadzają mnie do kolejnej ultra ważnej kwestii:

MYŚLI WYGENEROWANE POD WPŁYWEM NEGATYWNYCH EMOCJI ZAWSZE SĄ FAŁSZYWE. Co do jednej (David R. Hawkins).

– „Jesteś beznadziejna. Głupia. Niekompetentna. Źle to robisz. Nie uda ci się. Co ty sobie myślałaś. Masz gruby tyłek i zmarszczki wokół ust…” – A giń, przepadnij siło nieczysta! Odczepże się ode mnie! Zasada jest prosta: MYŚLI TO TYLKO MYŚLI, a ja NIE JESTEM SWOIMI MYŚLAMI.

Uświadomienie sobie tego faktu działa uwalniająco i naprawdę pomaga odczepić się od siebie. I choć tyłek i zmarszczki to oddzielna kwestia, tym też można się zająć. Tym bardziej, że ujędrniający masaż pomaga PRZEDE WSZYSTKIM NA GŁOWĘ!

A skoro o tyłku mowa, nie ma nic lepszego, niż RUSZYĆ GO Z MIEJSCA. Bo jak nie drzwiami, to oknem, prawda? Ciało i umysł to naczynia połączone, a to oznacza, że można zdeponować nagromadzoną negatywną energię i wywalić ją z systemu również przez bramy cielesne.

Więc, jak mam siłę, to idę biegać, robię trening, wychodzę na rower, skaczę na skakance. Jak nie mam jej aż tyle, wychodzę na spacer z psem. Byle przewietrzyć głowę. I się rozruszać. Poza tym, tak się składa, że mnie zawsze cieszy, gdy pies robi kupę poza obrębem działki – nawet jak muszę ją posprzątać. Jak widać, nawet Posępny pozwala czasem cieszyć się z małych rzeczy…

Wracając do ruchu, kiedy organizm się dotlenia, CIAŁO, siłą rzeczy, ODPRĘŻA SIĘ, bo tak zaprogramowała je biologia. No, a że ciało i umysł to naczynia połączone, to w głowie również robi się bardziej przestrzennie i przejrzyście.

Oczywiście – nie będę oszukiwać – nie zawsze udaje mi się zmobilizować. Posępny doskonale opanował sztukę perswazji i często potrafi wmówić mi bezcelowość podejmowania tego typu ruchów.

Wtedy idę po najmniejszej linii oporu. Kładę się na kanapie, ucinam sobie drzemkę, włączam serial, albo idę coś zjeść. Staram się jednak pamiętać, by robić to z określoną INTENCJĄ – JAKO COŚ MIŁEGO DLA SIEBIE. Bo wierzcie mi, jest różnica między czystym, technicznym zajadaniem stresu, wlewaniem w siebie tego, co popadnie czy tępym wpatrywaniem się w ekran, a INTENCJONALNYM PODAROWANIEM SOBIE CHWILI PRZYJEMNOŚCI. Mnie dobra kawa z cynamonką, dobry film czy relaksacyjna muzyka też czasem pomagają.

A jak Ty radzisz sobie z wizytami Posępnego?

Przeczytaj także

Okiełznać stres. Aktualizacja systemu przetrwania w 10 prostych krokach. (+ AUDIO)
Czy mamy prawo się cieszyć mimo, że inni cierpią?
Nastawienie ma znaczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *