Kategorie
Artykuły

This is forty.

3 min

This is forty.

Jakiś czas temu, przekroczyłam magiczny próg czterdziestu lat. I tak mnie jakoś wzięło na refleksję.

40+ to już „ten wiek”, w którym wielu ludzi czuje się „staro”. Zastanawiam się właśnie czy ja też tak się czuję.

Cóż, może faktycznie skóra już nie ta, na twarzy pojawiły się zmarszczki, które za cholerę nie chcą się wypłaszczyć, włosy uparcie odrastają w jakimś dziwnym, bliżej nieokreślonym kolorze, a bagaż doświadczeń ciąży na barkach, ale mimo wszystko mam nieodparte wrażenie, że tam w środku, czas jakoby się… zatrzymał. Tam w środku, wcale się nie starzeję.

Zresztą, ilekroć zadaję sobie pytanie, czy chciałabym cofnąć czas (załóżmy o jakieś 20 lat) i – za możliwość odzyskania przysłowiowej „skóry niemowlęcia” oraz przeżycia swojego życia na nowo – oddać to, co mam teraz i kim jestem teraz, to zawsze dochodzę do tego samego wniosku: NIGDY!

  • Po pierwsze, za bardzo cenię sobie to, kim i z kim jestem teraz, a także to, co zdołałam przez ten czas przeżyć i osiągnąć.
  • Po drugie, jak sobie pomyślę ile musiałabym się natrudzić, żeby dojść do momentu, w którym jestem teraz, to zwyczajnie mi się odechciewa.
  • Po trzecie, za dużo cennych rzeczy się nauczyłam.

Na przykład tego, że OPŁACA SIĘ ŻYĆ W ZGODZIE ZE SWOIMI WARTOŚCIAMI. Bez względu na cenę. Owszem, często wiąże się to z podejmowaniem ryzyka, chodzeniem pod prąd, narażaniem się na niezrozumienie, krytykę, ocenę, a nawet drwiny czy hejt. Ale łamanie swojego wewnętrznego kodu ze strachu, co inni powiedzą, albo, żeby się komuś przypodobać, albo coś sobie zaskarbić, albo żeby być „jak wszyscy” i mieć święty spokój – przynajmniej mnie – nigdy się nie sprawdziło.

Z perspektywy 41-letniej „pudernicy” mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że trzymając się swojego wewnętrznego kompasu uniknęłam wielu głupich decyzji, a także dokonałam wielu dobrych wyborów. Przynajmniej w najważniejszych sferach życia. Bo oczywiście – nie będę oszukiwać – każdy popełnia błędy…

Wiem też, że WARTO MÓWIĆ PRZEPRASZAM, wyciągać rękę na zgodę, a także przyjmować przeprosiny. Nawet jeśli trzeba się przemóc, schować dumę do kieszeni, przełknąć gorzką pigułkę czy pogodzić z tym, że ktoś nie zrozumie (i nigdy nie uzna) naszych racji.

Jasne, że każdy z nas lubi mieć rację, szczególnie wtedy, kiedy jest o niej święcie przekonany. Jednak w sytuacjach, gdy wybór jest taki: ALBO RACJA ALBO RELACJA warto wybrać to drugie. Tym bardziej, że – jak często powtarza babcia mojego męża – „RACJA JEST JAK D***, KAŻDY MA SWOJĄ”. Nic dodać, nic ująć.

Z mojego 41-letniego doświadczenia wynika, że straty w ludziach bolą bardziej niż urażona duma czy ambicja. Szczególnie, że potem trudno pewne rzeczy odbudować.

Z biegiem czasu (z reguły zadziewa się to po trzydziestce) warto dopuścić i oswajać się z pytaniami: KIM JESTEM i CO TUTAJ ROBIĘ? Bo, wbrew pozorom, to znacznie ułatwia życie.

Doświadczeni coachowie i wybitni specjaliści od rozwoju osobistego twierdzą, że pomocne w znalezieniu odpowiedzi może być inne pytanie, które brzmi: JAK MOGĘ SŁUŻYĆ? Lub inaczej: Jak za pomocą swoich unikalnych talentów, umiejętności, zdolności czy pasji mogę zmienić siebie, ludzi i świat na lepsze?

Wierzę, że nikt z nas nie znalazł się na tym ziemskim padole przypadkiem. Jest jakiś konkretny powód i konkretne zadanie, które tylko my, nikt inny, możemy wykonać.

Aby się dowiedzieć co to jest, warto, naprawdę warto, INWESTOWAĆ WE WŁASNY ROZWÓJ. Na każdym etapie życia. Nie tylko dlatego, że innym robi się w naszym towarzystwie lżej, ale dlatego, że nam samym żyje się lepiej, łatwiej, przyjemniej i pełniej. Praca nad sobą wymaga odwagi, zaangażowania, czasu i często (choć nie zawsze) nakładów finansowych. Ale w co inwestować, jeśli nie w samego siebie?

Dobrym motorem do zmian jest doszukanie się w sobie odpowiedniej MOTYWACJI. Dla mnie największym (choć nie jedynym) motywatorem do zmian, nieustannej pracy nad sobą, a także walki o swoje marzenia, jest moja córka. Jako matka, kobieta, człowiek noszę w sobie pragnienie, by być dla niej nie tylko bezpiecznym portem, wzorem kobiecości i człowieczeństwa, ale również INSPIRACJĄ. Nie wiem, ile z tego weźmie dla siebie i co ją bardziej zainspiruje – moje błędy czy zwycięstwa – ale chcę mieć sobie jak najmniej do zarzucenia.

No, to by było na tyle. Pozdrowienia od 41-letniej Pudernicy!

Przeczytaj także

Sześćset odcieni szarego. (+ AUDIO)
Przerwa na współczucie dla siebie.
Toksyczna pozytywność. Kiedy potrzebne nam współczucie, nie trucie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *