Kategorie
Artykuły

Nie zaczęło się od ciebie, czyli o pokoleniowej sztafecie miłości.

5 min

Nie zaczęło się od ciebie, czyli o pokoleniowej sztafecie miłości.

  • Nie mam szczęścia w miłości – dlaczego?
  • Kobietom nie można ufać – dlaczego?
  • Wszyscy szefowie to świnie – dlaczego?
  • Na mężczyznach nie można polegać – dlaczego?
  • Wszystko jest zawsze na mojej głowie – dlaczego?
  • Nie mogę mieć dzieci – dlaczego?
  • Sukces jest dla wybranych – dlaczego?
  • Pieniądze śmierdzą – dlaczego?
  • Tylko ciężka praca popłaca – dlaczego?
  • Brak jest w porządku, mieć jest źle – dlaczego?
  • Artyści żyją w ubóstwie – dlaczego?
  • Nigdy nie zarobię dużych pieniędzy – dlaczego?

Może dlatego, że… NIE ZACZĘŁO SIĘ OD CIEBIE?

Nie wzięliśmy się z kosmosu, nie przyniosły nas bociany, rodzice nie znaleźli nas w kapuście. Zrodziliśmy się z matki i ojca. A oni ze swoich rodziców. A tamci ze swoich. To znaczy, że STOI ZA NAMI CAŁY RÓD. A ile ludzi, tyle historii, tyle doświadczeń, tyle przeżyć, tyle emocji.

Często piszę o tym, że każdy ból potrzebuje zostać zauważony, rozpoznany, uszanowany i opłakany. Dlaczego? Bo zignorowany, wyparty, odcięty, przemilczany czy pogrzebany pozostaje wciąż ŻYWY i domaga się UWAGI. Dziś pokażę wam jak to może wyglądać w ujęciu systemowym.

***

Załóżmy, że nie możesz ułożyć sobie życia miłosnego. Szukasz partnera czy partnerki, chodzisz na randki, albo właśnie – nie chodzisz. Jak już kogoś znajdziesz, to albo coś się psuje, albo coś ci nie pasuje, albo pojawia się ktoś inny. Gdy w końcu uda ci się wylądować w stałym związku, to i tak czujesz się nieszczęśliwy/a czy niespełniony/a.

Jasne, że przyczyn może być wiele. Ale zawsze warto SPOJRZEĆ WSTECZ – szczególnie jeśli sytuacja nagminnie się powtarza – i zobaczyć JAKI WZORZEC wyniosłeś/aś Z DOMU RODZINNEGO. Jaki związek tworzyli twoi rodzice? I z jakich domów wyszli? Można przyjrzeć się kobietom i mężczyznom w rodzie, sięgając aż do pradziadków i sprawdzić, jak potoczyło się ich życie miłosne. Bo może ktoś próbuje cię przed czymś UCHRONIĆ…?

Może mąż/miłość twojej prababki (twój pradziadek) został rozstrzelany na wojnie, mąż/miłość twojej babci (twój dziadek) zachorował i przedwcześnie zmarł, a mąż/miłość twojej mamy (twój ojciec) odszedł do innej kobiety?

Jak myślisz, jaki PRZEKAZ, program czy skrypt może iść z rodu od tych wszystkich kobiet, mając na uwadze, że życzą ci jak najlepiej?

Może na przykład taki, że mężczyznom nie można ufać? Bo znikają? Bo zdradzają? Bo giną? Bo kłamią? Albo taki, że lepiej się w nikim nie zakochiwać? Bo miłość jest nietrwała i rani? Albo taki, że lepiej wyjść za mąż z rozsądku, dla pieniędzy, statusu, albo wcale? Bo to dużo bezpieczniejsze niż ryzyko utraty kogoś, kogo naprawdę się kocha? (Taki kształt mogą przyjąć przekazy transgeneracyjne, czyli przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenie).

Nieuświadomioną odpowiedzią na cierpienie twoich przodkiń, może być również chęć powetowania ich cierpienia. Może dlatego to teraz ty będziesz tą, która porzuci? Tą, która się nie zaangażuje? Tą, która zdradzi? Tą, która wykorzysta? Tą, która upokorzy? Dlaczego? Bo w ten sposób jakiś mężczyzna (nieważne który) WRESZCIE ZAPŁACI ZA CIERPIENIE tych wszystkich kobiet, które przyszły przed tobą? (Tak może manifestować się lojalność rodowa).

Idąc dalej tym tropem, z tego samego rodu może wyjść mężczyzna, obarczony potężnym  poczuciem winy. Może w nim pracować nieuświadomione przekonanie, że nie zasługuje na miłość, lub inaczej, że zasługuje na karę.

W konsekwencji może nieświadomie sabotować własne szczęście w miłości, wchodząc – na przykład – w związki z góry skazane na porażkę. Obdarzyć uczuciem właśnie tę kobietę, która go odrzuci, właśnie tę która go zdradzi, właśnie tę, która uprzykrzy mu życie, albo tę, z którą zwiąże się nie z miłości, ale z poczucia obowiązku. Dlaczego? Bo w ten sposób SPŁACI DŁUG zaciągnięty przez poprzednie pokolenia mężczyzn. (Tak może wyglądać nieuświadomiona chęć wyrównywania rachunków czy przywrócenia równowagi w rodzie).

Oczywiście można to wszystko odwrócić, dobór sytuacji do płci jest przypadkowy. Tym bardziej, że to temat rzeka. Bo ile ludzi, tyle historii. I tyle tematów. A przekazy transgeneracyjne i lojalności rodowe mogą w nas pracować we wszystkich obszarach życia i dotyczyć i pracy, i pieniędzy, i sukcesu, i dzieci, i zdrowia, i wyglądu, i wszystkiego, co istotne.  

***

Założenie, że coś sobie kompensujemy, coś za kogoś niesiemy albo wyrównujemy cudze rachunki, może wydawać się nie tyle naciągane i nieprawdopodobne, co przede wszystkim NIESPRAWIEDLIWE. No bo nawet jeśli byłaby to prawda, to… Za jakie grzechy, dobry Boże?!

Co mamy wspólnego z tym, że nasz pradziadek, wuj, babka czy ciotka zostali oszukani, wydziedziczeni, skazani, rozstrzelani, okradzeni, zdradzeni, osieroceni czy zamordowani? Co z tego, że ktoś zbankrutował, poronił, abortował ciążę, stracił dziecko czy wiódł podwójne życie? Albo że któregoś z naszych przodków głodzono, torturowano, wykorzystywano czy bito? Przecież to (na całe szczęście) jest już historia, która została dawno pogrzebana wraz z tymi, którzy odeszli. Jasność wiekuista niechaj im świeci, na wieki wieków, amen!

Nick Wolynn w swojej książce „Nie zaczęło się od ciebie” przywołuje ciekawy eksperyment, przeprowadzony w 2013 roku w Emory University School of Medicine. W ramach eksperymentu, grupę myszy nauczono bać się acetofenonu, zapachu podobnego do zapachu kwitnącej wiśni. Ile razy pojawiał się ów zapach, rażono je prądem. Okazało się, że wraz z upływem czasu, myszy wytworzyły receptory, które pozwalały im wyczuwać zapach acetofenonu nawet przy niewielkim stężeniu. Zaobserwowano także powiększenie tych obszarów mózgu, które odpowiadały za odbieranie sygnałów z tychże receptorów, a także zmiany w plemnikach u osobników męskich.

Największe zdziwienie wzbudził jednak fakt, że dzieci i wnuki tych myszy, reagowały nerwowością na zapach acetofenonu mimo, iż same NIGDY NIE BYŁY na niego w żaden sposób uwrażliwiane.

– „Wygląda na to” – pisze Wolynn cytując autorów badania – „że myszy odziedziczyły nie tylko zwiększoną wrażliwość na zapach, ale także lęk przed nim”. 

I teraz, skąd im się to wzięło…? Czy jest możliwe, że traumatyczne wspomnienia są przekazywane kolejnym pokoleniom przez epigenetyczne (tj. modyfikowane przez czynniki zewnętrzne i podlegające dziedziczeniu) zmiany w DNA?

Naukowcy są ostrożni w wyciąganiu wniosków. Nie ulega jednak wątpliwości, że coś w trawie piszczy. Szczególnie, że jako niezapłodniona komórka jajowa dzieliliśmy JEDNO środowisko komórkowe z naszą matką i babcią:

– „Kiedy twoja babcia była w piątym miesiącu ciąży z twoją matką – kontynuuje swoje rozważania Wolynn – komórka blastyczna komórki jajowej, z której powstałeś, była już obecna w jajnikach twojej matki. A zatem, jeszcze zanim twoja matka przyszła na świat, ona, twoja babka i najwcześniejszy ślad twojego istnienia, znajdowały się W JEDNYM CIELE”.

Mając na uwadze, że stres jest reakcją fizjologiczną, nie jest zatem wykluczone, że to, co przeżywała twoja babka, mogło mieć na ciebie wpływ.

Ale zostawmy biologię. Nikt z nas nie jest samotną wyspą. Rodzimy się z konkretnych rodziców i dorastamy w konkretnych systemach rodzinnych. Nietrudno zauważyć, że doświadczenia naszych dziadków mają bezpośredni wpływ na to, jakimi byli rodzicami dla naszych rodziców. Wzorce, które ze swoich domów wynieśli nasi rodzice mają z kolei wpływ na to, kim my jesteśmy dzisiaj i co sami przekazujemy (lub decydujemy się nie przekazywać) naszym dzieciom. Tak wygląda pokoleniowa sztafeta. Sztafeta, którą śmiało można nazwać SZTAFETĄ MIŁOŚCI.

Jedno jest bowiem pewne. Gdyby nasi przodkowie nie przeżyli dokładnie tego, co przeżyli, gdyby ich życie potoczyło się inaczej (może lepiej?), gdyby dokonali innych (może mniej brzemiennych w skutkach?) wyborów, to dziś… NIE BYŁOBY NAS TUTAJ. Żyjemy dzięki naszym rodzicom, a oni żyją dzięki swoim rodzicom. Jesteśmy jednym wielkim drzewem. Nasze korzenie sięgają daleko.

Pamiętając, że każde drzewo czerpie życiodajne soki właśnie z korzeni, a ODCIĘTE OD KORZENI USYCHA, przyjrzyjmy się tym, którzy byli przed nami. Bez oceny, ale z ciekawością, życzliwością, troską i współczuciem. Kto wie, może nasza uważność i życzliwość mają większą moc niż nam się wydaje…?

Może dzięki nim zobaczymy coś, co od tak dawna chce zostać zobaczone? Albo usłyszymy coś, co od tak dawna chce zostać usłyszane? Albo zapłaczemy nad czymś, co od tak dawna chce zostać opłakane…?

Może okaże się, że część z tego, co niesiemy sprowadza się nie do pytania: „DLACZEGO JA?”, ale do pytania: „CZYJE TO JEST…?”.

***

Jeśli ten temat w jakikolwiek sposób z tobą rezonuje – tj. wzbudza twoją ciekawość, ekscytację, strach, opór lub jakąkolwiek zauważalną reakcję w ciele – możesz się temu poprzyglądać. Uświadomienie sobie na co w rodzinie kładziono akcenty, co było ważne, co uważano za synonim sukcesu, bezpieczeństwa, miłości i z czego to wynikało, może być niezwykle uwalniające. I wcale nie trzeba rzucać się na głęboką wodę. Możesz zacząć od łagodnego rozeznania się w temacie.

Oto kilka tropów:

  • Mark Wolynn, „Nie zaczęło się od ciebie”, Wydawnictwo Czarna Owca, 2017. Jest to praktyczny, przyjazny przewodnik, który warstwa po warstwie odkrywa kolejne aspekty związane z kwestią dziedziczonej traumy. Można z nim popracować, jest wiele ćwiczeń naprowadzających.
  • Turecki miniserial „Inna ja” (dostępny na Netflix). Fabuła bazuje na książce „Nie zaczęło się od ciebie” i w łopatologiczny sposób pokazuje jak w praktyce wyglądają ustawienia systemowe i temat dziedziczonej traumy.
  • Tematyczny blog, podcast, książka, materiały w mediach społecznościowych: Marianna Gierszewska #okoliceciała.

Przeczytaj także

Dobra proza z psychologicznym zacięciem.
Żyjesz czy próbujesz nie zginąć?
Światło w mroku. Książki, które pomagają odnaleźć sens.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *